Wydarzenia
Archiwum
O nas
Działalność
Schorzenia
Poradnik
Forum
Galeria
Linki
Kontakt
|
Stronę najlepiej przeglądać w przeglądarce Firefox lub jej pochodnych.
Rozstrzygnięcie konkursu na logo Polskiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych Niskiego Wzrostu
Na konkurs napłynęły prace od dwóch (2) osób. W związku z tym, iż nie
spełniły one założeń konkursu pod względem atrakcyjności komisja konkursowa nie wyłoniła zwycięzcy.
Zjazd PSONNW - Brańszczyk 2008
W
dniach 31.05 - 01.06.2008 w
Brańszczyku nad Bugiem odbył się zjazd Polskiego Stowarzyszenia
Osób Niepełnosprawnych Niskiego Wzrostu. Każdy był ciekaw
jak on będzie wyglądał. Jakie będą atrakcje? Czego nowego się
dowiemy? Jakie zawrzemy znajomości? Organizatorzy obawiali się
nieco czy wszystko wypadnie jak zaplanowano, również
przybyli
uczestnicy mieli swego rodzaju dreszczyk emocji co spotka ich przez
te kilka dni, jeszcze inni podchodzili do wszystkiego „na
luzie”.
Zwłaszcza najmłodsi, których było zatrzęsienie, a
rozpromienione uśmiechy malowały się na niejednej twarzy.
Do Brańszczyka zmierzano różnymi
środkami transportu z najdalszych zakątków kraju. Jedni
przyjechali samochodem, inni pociągiem lub autokarem do Warszawy,
gdzie czekali na nich Sylwia i Marek w wesołym autobusie relacji
Warszawa - Dom Emeryta w Brańszczyku. Choć niejednokrotnie trzeba
było wstać skoro świt lub wyruszyć w drogę już nocą, a pogoda
była wyjątkowo słoneczna i nie każdemu służyła to moc wrażeń
i nowych doświadczeń przepędzała zmęczenie długą podróżą.
Byli również tacy, którzy przyjbyli za zjazd o
własnych siłach - po prostu rowerem.
Gdy już każdy dostał klucz
mógł rozeznać się w otrzymanym pokoju. Co
poniektórzy
nawiązywali znajomości z nowopoznanymi lokatorami. Następnie
zebraliśmy się na obiedzie. Po nim dzieci z pełnymi brzuszkami
poczęły dokazywać, natomiast starsi mieli chwilę na odpoczynek.
Kolejnym
punktem programu było
spotkanie z przedstawicielem Centrum Pomocy Rodzinie. Jak można
przypuszczać - najbardziej zainteresowanymi nim okazali się
rodzice, którzy zadawali mnóstwo pytań, toczyła
się
niezmiernie żywa dyskusja. Podejmowano tematy dofinansowań dla
różnych aspektów życiowych, m.in. dostosowywania
mieszkania, środków transportu, przedmiotów
codziennego użytku oraz kształcenia dzieci i młodzieży. Następnie
zasiedliśmy do kolacji, po której Marek z ekipą rozkręcał
dyskotekę. Skoczne tańce i porywające śpiewy posiadały niestety
poważny atrybut negatywny - trwały stanowczo za krótko! I
tak mógłby dobiec końca pierwszy dzionek w Brańszczyku.
Wyczerpani najmłodsi poszli spać. Mógłby, gdyż młodzież,
jak zwykle chodząca swymi ścieżkami jeszcze do późna w
nocy zebrana to tu, to tam, integrowała się, tocząc burzliwe
rozmowy i wymieniając przeróżnymi doświadczeniami.
Sobotnim rankiem, po obfitym
śniadaniu, pełni energii i zapału rozpoczęliśmy kolejny
słoneczny dzień. Niektórzy preferowali spacery, inni
wymyśłali rozmaite figle. Następnie odbyło się spotkanie z panią
rehabilitant, które okazało się całkiem trafnym pomysłem.
Poza prezentacją wybranych ćwiczeń przedstawiono sposoby na
aktywne spędzanie wolnego czasu, urozmaicone odżywianie, zwłaszcza
pod kątem osób niskiego wzrostu. Odpowiednio aktywny tryb
życia jest niezmiernie istotny, niejednokrotnie to podstawa do
naszego prawidłowego funkcjonowania. Również dla
najmłodszych przewidziano zajęcie – zebrani wokół
kreślarskiego stołu niestrudzenie tworzyli wyrafinowane grafiki i
fascynujące projekty pozwalając na płynny przebieg dyskusji.
Jeszcze przed
południem
wyruszyliśmy do szkoły podstawowej, by zaprezentować rewelacyjne
umiejętności w sportowej rywalizacji. Zostały rozegrane mecze,
zarówno w piłkę nożną (miażdżące zwycięstwo drużyny
Jaśka nad zespołem Andrzeja 3:0), jak i w koszykówkę (ekipa
Patrycji rozgromiła team Doroty 6:2 zdobywając kratę złocistego
napoju, niestety do końca zjazdu nikt wygranej zakładu nie
dostrzegł). Podczas gdy jedni zmagali się na płycie boiska a inni
etuzjastycznie dopingowali zawodników, to można było także
wziąć udział w grach i zabawach przygotowanych i prowadzonych
przez animatorki kultury i rozrywki. Nieco zmęczeni z apetytem
zjedliśmy obiad, by chwilę później wyruszyć na kolejną
imprezę.
Zgromadzeni
przed ośrodkiem z
nieukrywaną niecierpliwością wyczekiwaliśmy dorożek, wraz z
ukazaniem ich na horyzoncie na wielu twarzach malowało się
zaciekawienie, a zarazem płomienny uśmiech. Dla niektórych,
zwłaszcza najmłodszych, była to pierwsza podróż bryczką.
Nad stawem w Brańszczyku, gdzie odbywało się „Święto
Konia”,
niebawem po przyjeździe zostaliśmy powitani szarżą
siedemnastowiecznej husarii. Widok zapierający dech w piersiach.
Brakowało jedynie królewskiej twierdzy i można byłoby się
poczuć niczym na dziedzińcu zamkowym epoki baroku. Aby uatrakcyjnić
uczestnikom czas miejscowe gospodarstwo agroturystyczne udostępniło
kajaki, zaś dla regeneracji sił przygotowano dania z rożna.
Pogoda zdecydowanie sprzyjała słonecznym kąpielom, grała
orkiestra i zespół Simax, nogi znów podrygiwały
do
tańca, żal było wracać. Powrót był również
uświetniony przejazdem dorożkami.

W ośrodku była mozliwość
wypróbowania swych sił (a raczej genialnego wzroku
zintegrowanego z pracą rąk) podczas strzelania z wiatrówki
lub szczęścia (jak to inni mówią – farta, a nawet
nosa) w
poszukiwaniu ukrytych pod ziemią przedmiotów przy pomocy
wykrywacza metali. Co poniektórzy zwęszyli coś i poczęli
nadciągać w kierunku rozpalanego ogniska. Choć z racji bliskości
Buga obfitość komarów nie wszystkim przypadła do gustu, to
swojska atmosfera, otrzymane upominki i ochocze rozmowy łagodziły
wszelkie niedogodności. Wkrótce nadjechała niespodzianka
–
a właściwie ją przywieziono – nadziewane pieczone prosię. Po
chwili dla fotografów i nasyceniu wzroku nadeszła długo
oczekiwana chwila spożycia - było wyśmienite! Gdy już się
posilono rozległy się śpiewy przy dźwiękach gitary. Zarazem
toczyły się aktywne debaty na wszelakie, bardziej i mniej poważne
tematy dotyczące naszego życia, radości i problemów,
sukcesów i niedociągnięć. Najwytrwalsi poszli spać o
późnych godzinach nocnych.
Niedziela była dniem rozstania.
Wczesnym rankiem mieliśmy możliwość udziału we Mszy świętej w
kaplicy na terenie Domu Emeryta, po śniadaniu odbyło się formalne
spotkanie Stowarzyszenia, na którym wyjaśniliśmy kwestie
prawne, wybraliśmy kolejne władze, oficjalnie przyjeliśmy nowych
członków. Po nim wzajemne podziękowania, wręczenia
kwiatów,
niejednemu zakręciła się łza w oku.
Pożegnania
mają to do siebie,
że mają niezmiernie wiele odmian. Najcięższe są te
długoterminowe, między osobami bliskimi, doskonale nas
rozumiejącymi. Kiedy nie znasz daty kolejnego spotkania, mieszkasz
na drugim końcu kraju, jutro trzeba iść do przedszkola, szkoły,
pracy, na uczelnię. Kiedy przydomowy ogródek przywołuje na
myśl zapachy chabrów i maków nadbużańskich łąk
podczas intensywnych rozmów, oddechów, spojrzeń
przy
zachodzie słońca. Najwięksi twardziele wtedy wymiękają i beczą
niczym dzieci mówiąc „do zobaczenia”. Do
zobaczenia
wkrótce, jeśli nie w tym, to w następnym roku.
Dzięki temu kilkudniowemu
spotkaniu napełniliśmy serca otuchą i nabraliśmy siły na kolejne
dni. Ze wspomnieniami, pełni optymizmu wróciliśmy do naszych
codziennych obowiązków. Niemniej najcenniejszym owocem
spotkania jest nadzieja na lepsze jutro, które nabiera sensu
z
każdą chwilą pogłębiania przyjaźni z poznanymi na zjeździe
Niedużymi. Przecież razem możemy więcej! Kto nas zrozumie lepiej
niż my sami?
Chciałabym serdecznie
podziękować organizatorom, którzy przyczynili się do
naszego spotkania i dbali o jego przebieg, oraz Wam wszystkim, którzy przybyliście by się zaprzyjaźnić. Nie zapomnę tych kilku
dni pełnych radości, Rysiek miał niemało racji, śpiewając: „w
życiu piękne są tylko chwile [...]”.
„Nie
koncentruj się nad tym co tragiczne, lecz nad tym, co daje
nadzieję”
uczestniczka
zjazdu
Karolina Muszyńska
Archiwum
|
|